Dom ( pokój )
przez rozpostarte palce jabłoni
jak złociste strzały
przemykają promienie słońca
na ścianach wśród ciemnych zacieków
malują świetliste spirale i kręgi
znudzony czekaniem pasiasty dywanik
zwinął się w kącie
i zapadł w sen trwający dekady
oparte o ścianę lustro
wytrzeszcza zasnute patyną oczy
próbując rozpoznać nasze sylwetki i twarze
w rogu przygarbiona szafa
prezentuje poszarzałe od kurzu
rzeźbione oblicze
z jej uchylonych drzwi
wygląda garnitur pokryty pajęczyną
szczerząc do nas w uśmiechu zaśniedziałe guziki
każdy krok wywołuje jęk podłogi
czuję ten przejmujący ból
jaki zadają jej nasze stopy
z trudem odwracam twarz od wnętrza
dębowej szafy
gdy mijamy przegniłe futryny
garnitur szeptem wymawia moje imię…
Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL
Dodaj komentarz

Sentymentalna podróż w odległe czasy dziecinstwa. Tak to odbieram - jak jesienna refleksja nad obrazami minionego lata, ujetego w przenosnie zycie ludzkiego i przemijania. Jak kolorowa pastela starego domu dziadków widziana oczami doroslego juz dziecka. Jest w tym wierszu wspanialy taniec kolorow, uczuc, wspomnien, niczym w bajkowym swiecie…
Komentarz od Wojtek — 19/10/2008 @ 13:05
Pod wpyływem Twojego wiersza smaa zapadałam sie we wspomnienia domu mojej babci i poczulam sie jakbym w nim znowu byla… zapach pieczonych jablek z pieca, skorupki jajek leżących przy piecu do spalenia, smak racucha. Tyle dobrych i ciepłych wspomnień. Dziękuję za tą podróż w przeszłość.
Komentarz od sol — 22/10/2008 @ 17:35
Czekałam na ten wiersz.Dziekuje za powrót do dzieciństwa:)
Komentarz od justa — 30/10/2008 @ 13:06