Mateusz Koprowski o moich wierszach…
A teraz kilka słów o Pani propozycjach… Podoba mi się ich poetycka tajemniczość, która nie tylko przysparza tym wierszom frapującej atmosfery literackiej, ale i poetyckiego uroku. Wiersze te są jakby wyrwane z kontekstu, z innego świata, w którym tkwiły, co czyni je w mej opinii naprawdę interesującymi. Jawią mi się one jako zwiewne i ulotne impresje, w których jednak znalazła Pani miejsce dla sporej dawki goryczy oraz cierpienia. Widać, że wersy te wyszły wprost z Pani serca oraz duszy, co przydało im naturalnej mocy i szczerości. To też zrobiło na mnie wrażenie. A i polszczyzna oraz forma, jaką się Pani do tego posłużyła także uczyniły swoje. A oprócz tego…
W “Szarym prochu”… spodobało mi się dość nietypowe i oryginalne ujęcie miłości - tematu “obrobionego” w poezji na wszystkie chyba możliwe strony. Jakby ludzie o niej nie pisali -obojętne to, z pozytywnego, czy negatywnego punktu widzenia - w większości przypadków robią to tak samo i w ten sam sposób, sięgając po tą samą górnolotność, to samo natchnienie (ale nie wenę) i te same motywy do jej opisywania. Szczerze mówiąc, mam już tego dość. A Pani zaprezentowała mi coś świeżego, co wreszcie poruszyło moją imaginację i zainteresowanie tym tematem w ujęciu literackim. I za to ma Pani u mnie wielki plus! :-).
“Pokuta” zaciekawiła mnie głębią swego klimatu i ulotnością wizji poetyckich składających się na te wersy - pomimo ich ciężaru treściowego… A także rzeczoną już wcześniej tajemniczością. Ten “tysiąc innych światów”, wcieleń, jutrzejsza miłość, kupka pyłu pod stopami… To pobudziło do życia poetycką część mej duszy. Ma Pani doprawdy niezłe wyczucie materii poetyckiej i zdolność umiejętnego posługiwania się formą w celu oddania przekazu, który toczy Pani życie wewnętrzne w danej chwili. Moje uznanie.
W “2002″ oczarowały mnie wizje poetyckie, które Pani zbudowała -czas osiągający prędkość światła, spływające po twarzy marzenia, “szary\ postrzępiony świat\ słono - gorzki….”… No nie sposób jest odmówić tym obrazom poetyckiej mocy. To mnie ujęło. Nie ma co, rozprawiła się Pani z 2002 rokiem w bardzo udatny i liryczny, choć niełatwy w tej liryce sposób. I o to chodzi!
W “*** (na oślep zadawałam ciosy)” pozyskała mnie Pani chwytną i lotną pointą, którą kończy się ten utwór. Podoba mi się jej przewrotność, a także to, że została oparta na ciekawym i niebanalnym pomyśle. Tu też zawarło się wszystko to, o czym wspomniałem przed wyszczególnieniem tych wierszy z tytułów.

