wiatr
02/09/2008 By: Iwona Kategoria: Liryki
patrzyłam jak rozbawiony
poruszał drzewami
gładził krzewy
wirował wśród traw
na chwilę
przystanął pod moim oknem
zrazu nieśmiało szeptał
ukryty wśród liści wiśniowego drzewa
potem głośniej zanucił balladę
ośmielony moim wzrokiem
zastukał w okiennice
zatopiona w myślach
słuchałam jego głosu
jak uwodził
prosił
obiecywał
zadrżałam
gdy przez szpary desek
wsunął chłodne palce
dotykał moich rąk
muskał moją twarz
nie otworzyłam okna
nie mógł rozsypać moich włosów
schłodzić skóry
porwać na strzępy piekących myśli
odszedł
gniewnie depcząc
roztańczone trawy
jeszcze nie mogę porzucić ciała
i pobiec za nim
jeszcze nie

